Znalezione zdjęcia dla 38.Black:
Brak.
Kolejny weekend jutro uznamy za nieważny. W czasie mojej nieobecności zdążyłam dostać pałę z matmy i kilka innych pozytywnych ocenek, ale nie jestem tutaj, po to żeby się chwalić, prawda?
Mam wrażenie, że nikt nie czyta wzajemnie swoich blogów, albo po prostu tylko mój jest taki beznadziejny, jeżeli tak to przepraszam.
Teraz "pracuję" nad nową książką(tak to nazwijmy).
Umieszczę kawałeczek może ktoś się zainteresuje, jeżeli szczęście dopisze mi podwójnie może ktoś to skomentuje, nie śmię już mówić o potrójnym szczęściu, w którym to moje wypociny będą dla kogoś czymś całkiem niezłym. :)
Mogę na Was liczyć? To czwarty rozdział. :)
„Zakład, że to zrobię?”
Tamtej nocy pokonałam samą siebie. Ta świadomość tak bardzo mną owładnęła, że do teraz trzęsą mi się ręce,
Po kolei….
Szesnasta dwadzieścia osiem. Złotawa maszynka ścinała najdłuższy włosek z mojej słoniowej nóżki. Ręcznik w tamtej chwili zamienił się w najpiękniejszą kreację wieczoru.
Paznokcie z każdą sekundą nabierały większego blasku…
W późniejszym czasie doszło do efektowniejszych przygotowań.
Inaczej mówiąc o osiemnastej dwanaście, byłam już smakowitym kąskiem.
Pełne usteczka, podkreślone kości policzkowe…Sukienka idealnie dopasowana.
Tamtego wieczoru nawet kierowca autobusu nie mógł skupić swojej uwagi tylko na drodze.
Coś do mnie mówił, ale udawałam, że rozmawiam przez telefon, moje kłamstwo wyszło na jaw, gdy komórka faktycznie dała o sobie znać.
Oj, doczekałam się w tamtym momencie spojrzenia kierowcy..
On jest po to żeby mnie dowieść na miejsce, a nie po to żeby prowadzić frapujący dialog o sensie życia. Chciał się bawić w Diogenesa, to mógł zapalić świeczkę i ruszyć w miasto, a nie zatruwać makówkę.
Jednak nie ten moment wieczoru uważam za najistotniejszy.
W klubie stawiłam się o dziewiętnastej czterdzieści.
Klimat poczułam automatycznie. Nie czekałam długo, od razu zaczęłam szaleć.
Pierwsze piwo kupiłam po kilkunastu tańcach. Kolejne były już zasadą w mojej osobistej grze.
Kiedy jeszcze mój stan nie stoczył się definitywnie, spotkałam Feliksa i Magdę.
Oczywiście, owe spotkanie postanowiliśmy uczcić dość sowicie.
Gdy poidło z dużą ilością procentów zostały wlane w nasze organizmy, wpadliśmy na pomysł, żeby wykorzystać jakoś pojemniczki z szyjką.
Mówi ci coś, pamiętniczku, gra w butelkę?
No właśnie…
Pytania opierały się na tym, kto komu skrobał „rzepkę”
Wyzwania początkowo nie groziły kompromitacją.
Całus w policzek, kupno osiemdziesiątego piwka z kolei.. Jednakże im więcej było złocistego napoju, tym bardziej żałowałam, że nie zostałam w domu.
Małżowina uszna bardzo w tamtym momencie ucierpiała:
- Widzisz tego kolesia w garniaku? Tej nocy ma być twój, rozumiesz? To jest twoje zadanie.
Madzia jest słodka kiedy mówi coś, co nie ma najmniejszego sensu.
Próbowałam zmienić wpłynąć jakoś na zmianę chorej decyzji, ale bezskutecznie…
Zostałam oskarżona o tchórzostwo,
Wówczas powiedziałam.:
- Zakład, że to zrobię? Patrz, kochana….
Kilka chwil później mogłam złapać kontakt wzrokowy z moim „zadaniem”.
Mężczyzna zapłakał po raz pierwszy jakieś sześćdziesiąt lat temu. W odwecie jego matulka zabrała mu lusterka, obawiając się bazyliszkowych konsekwencji….
Patrzyłam jeszcze długo, aż w końcu usłyszałam zdanie zakończone zmysłowym pytajnikiem:
- Może drinka?
Odpowiedziałam równie ważnym pytaniem.
- Gdzie masz auto?
Pamiętniczku, muszę pisać dalej?
Wykaraskaliśmy się z małpiego tłumu i ruszyliśmy w poszukiwaniu srebrnej „limuzyny”.
Człowiek z brodą Mojżesza był na tyle kulturalny, że otworzył mi tylne drzwi.
Tylko sekundy dzieliły mnie od wykonania niekonwencjonalnego zadania…
Zawsze oglądałam filmy, na których od tego typu wrażeń trzęsą się najdroższe maszyny, wtedy ja sama mogłam poczuć, jak to jest…
Po godzinie facet wypuścił mnie z jaskini „smoka”. Moja spódniczka zginęła śmiercią naturalną, a włosy błagały o jak najbliższy kontakt ze szczotką..
W takim stanie nie mogłam wrócić do znajomych.
Okupiłam, więc pięć miejsc na miejskim dworcu.
Dopiero świt uświadomił mi, że z czymś przesadziłam.
Zawsze piłam dużo, ale nigdy nie spałam poza moją anty rezydencją.
Każdy melanż kończył się padaniem na łóżko, podkreślam, na własne łóżko….
Trafiłam do właściwego miejsca dwie godziny po przebudzeniu.
Oczywiście posługując się podłużnym środkiem transportu.
Przywitał mnie grymas mamuśki i ostre spojrzenie tatusia.
Zero komentarzy, bo po co?
Słyszałam tylko pochlipywanie w łazience. Nie, nie miałam wobec tego żadnych wyrzutów sumienia.
Zastanawiało mnie tylko to, czemu nikt nie reagował krzykiem. Czy, naprawdę zahartowałam ich aż tak dobrze?
Mam wrażenie, że nikt nie czyta wzajemnie swoich blogów, albo po prostu tylko mój jest taki beznadziejny, jeżeli tak to przepraszam.
Teraz "pracuję" nad nową książką(tak to nazwijmy).
Umieszczę kawałeczek może ktoś się zainteresuje, jeżeli szczęście dopisze mi podwójnie może ktoś to skomentuje, nie śmię już mówić o potrójnym szczęściu, w którym to moje wypociny będą dla kogoś czymś całkiem niezłym. :)
Mogę na Was liczyć? To czwarty rozdział. :)
„Zakład, że to zrobię?”
Tamtej nocy pokonałam samą siebie. Ta świadomość tak bardzo mną owładnęła, że do teraz trzęsą mi się ręce,
Po kolei….
Szesnasta dwadzieścia osiem. Złotawa maszynka ścinała najdłuższy włosek z mojej słoniowej nóżki. Ręcznik w tamtej chwili zamienił się w najpiękniejszą kreację wieczoru.
Paznokcie z każdą sekundą nabierały większego blasku…
W późniejszym czasie doszło do efektowniejszych przygotowań.
Inaczej mówiąc o osiemnastej dwanaście, byłam już smakowitym kąskiem.
Pełne usteczka, podkreślone kości policzkowe…Sukienka idealnie dopasowana.
Tamtego wieczoru nawet kierowca autobusu nie mógł skupić swojej uwagi tylko na drodze.
Coś do mnie mówił, ale udawałam, że rozmawiam przez telefon, moje kłamstwo wyszło na jaw, gdy komórka faktycznie dała o sobie znać.
Oj, doczekałam się w tamtym momencie spojrzenia kierowcy..
On jest po to żeby mnie dowieść na miejsce, a nie po to żeby prowadzić frapujący dialog o sensie życia. Chciał się bawić w Diogenesa, to mógł zapalić świeczkę i ruszyć w miasto, a nie zatruwać makówkę.
Jednak nie ten moment wieczoru uważam za najistotniejszy.
W klubie stawiłam się o dziewiętnastej czterdzieści.
Klimat poczułam automatycznie. Nie czekałam długo, od razu zaczęłam szaleć.
Pierwsze piwo kupiłam po kilkunastu tańcach. Kolejne były już zasadą w mojej osobistej grze.
Kiedy jeszcze mój stan nie stoczył się definitywnie, spotkałam Feliksa i Magdę.
Oczywiście, owe spotkanie postanowiliśmy uczcić dość sowicie.
Gdy poidło z dużą ilością procentów zostały wlane w nasze organizmy, wpadliśmy na pomysł, żeby wykorzystać jakoś pojemniczki z szyjką.
Mówi ci coś, pamiętniczku, gra w butelkę?
No właśnie…
Pytania opierały się na tym, kto komu skrobał „rzepkę”
Wyzwania początkowo nie groziły kompromitacją.
Całus w policzek, kupno osiemdziesiątego piwka z kolei.. Jednakże im więcej było złocistego napoju, tym bardziej żałowałam, że nie zostałam w domu.
Małżowina uszna bardzo w tamtym momencie ucierpiała:
- Widzisz tego kolesia w garniaku? Tej nocy ma być twój, rozumiesz? To jest twoje zadanie.
Madzia jest słodka kiedy mówi coś, co nie ma najmniejszego sensu.
Próbowałam zmienić wpłynąć jakoś na zmianę chorej decyzji, ale bezskutecznie…
Zostałam oskarżona o tchórzostwo,
Wówczas powiedziałam.:
- Zakład, że to zrobię? Patrz, kochana….
Kilka chwil później mogłam złapać kontakt wzrokowy z moim „zadaniem”.
Mężczyzna zapłakał po raz pierwszy jakieś sześćdziesiąt lat temu. W odwecie jego matulka zabrała mu lusterka, obawiając się bazyliszkowych konsekwencji….
Patrzyłam jeszcze długo, aż w końcu usłyszałam zdanie zakończone zmysłowym pytajnikiem:
- Może drinka?
Odpowiedziałam równie ważnym pytaniem.
- Gdzie masz auto?
Pamiętniczku, muszę pisać dalej?
Wykaraskaliśmy się z małpiego tłumu i ruszyliśmy w poszukiwaniu srebrnej „limuzyny”.
Człowiek z brodą Mojżesza był na tyle kulturalny, że otworzył mi tylne drzwi.
Tylko sekundy dzieliły mnie od wykonania niekonwencjonalnego zadania…
Zawsze oglądałam filmy, na których od tego typu wrażeń trzęsą się najdroższe maszyny, wtedy ja sama mogłam poczuć, jak to jest…
Po godzinie facet wypuścił mnie z jaskini „smoka”. Moja spódniczka zginęła śmiercią naturalną, a włosy błagały o jak najbliższy kontakt ze szczotką..
W takim stanie nie mogłam wrócić do znajomych.
Okupiłam, więc pięć miejsc na miejskim dworcu.
Dopiero świt uświadomił mi, że z czymś przesadziłam.
Zawsze piłam dużo, ale nigdy nie spałam poza moją anty rezydencją.
Każdy melanż kończył się padaniem na łóżko, podkreślam, na własne łóżko….
Trafiłam do właściwego miejsca dwie godziny po przebudzeniu.
Oczywiście posługując się podłużnym środkiem transportu.
Przywitał mnie grymas mamuśki i ostre spojrzenie tatusia.
Zero komentarzy, bo po co?
Słyszałam tylko pochlipywanie w łazience. Nie, nie miałam wobec tego żadnych wyrzutów sumienia.
Zastanawiało mnie tylko to, czemu nikt nie reagował krzykiem. Czy, naprawdę zahartowałam ich aż tak dobrze?
Tagi:
38.Black
12.11.2011 o godz. 21:09
komentuj (1)


