Znalezione zdjęcia dla 19.7 część:):
Brak.
Znalezione filmy dla 19.7 część:):
Brak.
Psychiczne zaćmienie księżyca
Magia porannych poniedziałków polega na tym, że brak w nich jakichkolwiek czynników iluzji. Otwierasz oczy. Próbujesz znowu nie oglądać swoich zmęczonych powiek, po czym i tak to robisz. Pięć minut później: „już tak późno”. Pozbywasz się ciepła rozgrzanej kołdry ze swojego ciała. Nogi opadają (nie)automatycznie na wypastowane panele. Łazienka, śniadanie? Co najpierw?
Właśnie tak, Marta spędziła pierwsze minuty nowego dnia . Do szkoły dostała się za pomocą przybrudzonego autobusu z plamami na niewielkich oknach. Przecież jej nowy lokator to, owszem, ofiarodawca, ale wykorzystywanie go jako typowego taksówkarza? Miał po drodze, jednakże to parking okazałby się bardzo niebezpieczny. Wytłumiony przez bandę gapiów, zagraża o stokroć bardziej, a niżeli rozchwytywany „zakręt „śmierci”.
Zajęcia dydaktyczne wyolbrzymiły ciemną stronę mocy. Szereg wymanewrowanych ocen utożsamił się z rodzinną sytuacją dziewczyny. Arsenał niedostatecznych karabinów dotrzymywał Marcie towarzystwa, zwłaszcza podczas zajęć z wyostrzoną ekierką.
Lekcja polskiego, wraz ze słynnym dyrektorem na czele, przypominała czterdziestopięciominutowe oczekiwanie na donośny dźwięk dzwonka. Z tym, że nie było to ze strony jednej z nastolatek, zwykłe, uczniowskie :”SOS”, szczupła brunetka unikała kontaktu wzrokowego z nauczycielem, szukała przebrzydłej i natrętnej plagi much, żeby tylko zmienić pole widzenia.
Popołudniem flirtowała z Talesem, niestety mimo wszelkich podbojów odrzucił jej starania. Próbowała też przekabacić Pitagorasa, jednakże stwierdzenie uczonego matematyka okazało się bardziej wiarygodne.
Ramiona przygarbionej i zarazem sfrustrowanej istoty, poczuły niemałą odległość zarostu dojrzałego mężczyzny…
- Przykro mi, ze mnie jest niestety typowy humanista…-oznajmił zdesperowany uczony, zerkając na ekstrawaganckie treści zadań.
- Trudno. Ale dziękuje za informację. – odparła bez namysłu Marta.
Wieczorem antytalent matematyczny diametralnie się poddał. Zaczął operować nożem celu zmajstrowania niezapomnianej kanapki w obecności przesłodzonej herbaty. Pomysłodawcą kuchennych zmagań był niewątpliwie sam gospodarz domu.
Jednakże nie wszyscy mogli uznać się wówczas za takich szczęściarzy.
Dom państwa Złocieńców emanował wdziękiem absurdu. Począwszy od rozgoryczonego kineskopu, który marnie oczekiwał na zainteresowanie, skończywszy na krzesłach, litościwie błagających o pomoc, ileż można trwać bez nóg?
Mimo wszystko, to nie krajobraz przyprawiał o widmowe dreszcze, każdy mógłby zapewnić, iż to ogier posiadający z pozoru ludzki wygląd, dbał o wszelkie pseudo rozrywki.
W tamtym momencie, niewielki domek musiał obejść się bez jakiegokolwiek źródła światła, więc awantury musiały antyszambrować.
Magia porannych poniedziałków polega na tym, że brak w nich jakichkolwiek czynników iluzji. Otwierasz oczy. Próbujesz znowu nie oglądać swoich zmęczonych powiek, po czym i tak to robisz. Pięć minut później: „już tak późno”. Pozbywasz się ciepła rozgrzanej kołdry ze swojego ciała. Nogi opadają (nie)automatycznie na wypastowane panele. Łazienka, śniadanie? Co najpierw?
Właśnie tak, Marta spędziła pierwsze minuty nowego dnia . Do szkoły dostała się za pomocą przybrudzonego autobusu z plamami na niewielkich oknach. Przecież jej nowy lokator to, owszem, ofiarodawca, ale wykorzystywanie go jako typowego taksówkarza? Miał po drodze, jednakże to parking okazałby się bardzo niebezpieczny. Wytłumiony przez bandę gapiów, zagraża o stokroć bardziej, a niżeli rozchwytywany „zakręt „śmierci”.
Zajęcia dydaktyczne wyolbrzymiły ciemną stronę mocy. Szereg wymanewrowanych ocen utożsamił się z rodzinną sytuacją dziewczyny. Arsenał niedostatecznych karabinów dotrzymywał Marcie towarzystwa, zwłaszcza podczas zajęć z wyostrzoną ekierką.
Lekcja polskiego, wraz ze słynnym dyrektorem na czele, przypominała czterdziestopięciominutowe oczekiwanie na donośny dźwięk dzwonka. Z tym, że nie było to ze strony jednej z nastolatek, zwykłe, uczniowskie :”SOS”, szczupła brunetka unikała kontaktu wzrokowego z nauczycielem, szukała przebrzydłej i natrętnej plagi much, żeby tylko zmienić pole widzenia.
Popołudniem flirtowała z Talesem, niestety mimo wszelkich podbojów odrzucił jej starania. Próbowała też przekabacić Pitagorasa, jednakże stwierdzenie uczonego matematyka okazało się bardziej wiarygodne.
Ramiona przygarbionej i zarazem sfrustrowanej istoty, poczuły niemałą odległość zarostu dojrzałego mężczyzny…
- Przykro mi, ze mnie jest niestety typowy humanista…-oznajmił zdesperowany uczony, zerkając na ekstrawaganckie treści zadań.
- Trudno. Ale dziękuje za informację. – odparła bez namysłu Marta.
Wieczorem antytalent matematyczny diametralnie się poddał. Zaczął operować nożem celu zmajstrowania niezapomnianej kanapki w obecności przesłodzonej herbaty. Pomysłodawcą kuchennych zmagań był niewątpliwie sam gospodarz domu.
Jednakże nie wszyscy mogli uznać się wówczas za takich szczęściarzy.
Dom państwa Złocieńców emanował wdziękiem absurdu. Począwszy od rozgoryczonego kineskopu, który marnie oczekiwał na zainteresowanie, skończywszy na krzesłach, litościwie błagających o pomoc, ileż można trwać bez nóg?
Mimo wszystko, to nie krajobraz przyprawiał o widmowe dreszcze, każdy mógłby zapewnić, iż to ogier posiadający z pozoru ludzki wygląd, dbał o wszelkie pseudo rozrywki.
W tamtym momencie, niewielki domek musiał obejść się bez jakiegokolwiek źródła światła, więc awantury musiały antyszambrować.
Tagi:
19.7 część:)
05.08.2011 o godz. 23:47
komentuj (1)


