Znalezione zdjęcia dla 13.5 część wypocin:
Brak.
Znalezione filmy dla 13.5 część wypocin:
Brak.
Burza rozgoryczonego mózgu
Wędrowała. Drogą przepełnioną od reszty wrocławskiego społeczeństwa. Współczucie okazywane za pomocą litościwych spojrzeń, otrzymywała w kilogramach.
Nagle niebo zakryło najistotniejsze walory. Słońce pożegnało swoje dotychczasowe lokum.
Mimo wczesnej godziny, Wrocław mógł pochwalić się wyjątkowo ciemną przestrzenią.
Stało się. Granatowe chmury wypuściły drażniącą kapaninę. Kapuśniaczek ewoluował w wymagający szacunku „Kapuśniak”, z czasem doszła kapusta z elementami świecącej cebuli. Mianowicie, burza z piorunami, przywitała się z przerażającym, miastowym letargiem.
Marta nie zwracała uwagi na wszelkie ostrzeżenia ze strony „operatora”. Omijała coraz większe kałuże, spoglądała czasem na kapiące kędziory, ale bez ekscesów…
Ciekawe dokąd chciała wtedy iść.
Nie doszła.
Samochód. Gwałtowne hamowanie spowodowało przedwczesną kąpiel, już i tak przemoczonej nastolatki.
Osłupiała. Prędzej spodziewałaby się papieża Alfonsa, a niżeli…dyrektora…
Szyba wyglądała na szczelną dopiero wówczas, gdy została troszkę odsunięta od samochodowej rzeczywistości.
- Marta? Wsiadaj, podwiozę cię do domu. – zaproponował łagodnym głosem szpakowaty mężczyzna.
Zero reakcji. Szła przed siebie, bez zdawkowego „dzień dobry”..
- Halo..- wrzasnął jak do słuchawki, kiczowatego telefonu, kierowca.
- Dziękuję, nie skorzystam…- zdołała odpowiedzieć rozżalona istota
Po kilkusekundowej wymianie zdań, Marta siedziała na przednim siedzeniu, luksusowego auta. Minęło troszkę zegarowej melancholii zanim, dziewczyna opowiedziała, dlaczego włóczyła się tu i ówdzie.
Rozmowa przebiegała podobnie, jak w sądzie. . Monolog przerywany pytaniami ze strony poszczególnych stron, z tym, że nastolatka otrzymywała zagadnienia tylko i wyłącznie od pana za obrotowym kółkiem.
- Chce pan słuchać dalej, czy już mogę wysiąść? – usłyszał dystyngowany użytkownik drogi.
- A szkoła…Opuścisz nas? Jak ty sobie to wyobrażasz? Gdzie będziesz mieszkać? – przedstawiony został kolejny szereg pytań.
- Nie myślałam o tym. Chociaż w zasadzie…Mam to wszystko w pewnej części ciała, której nie warto przy panu wymieniać. –zdołała odpowiedzieć indagowana.
Mimo wymuszanych uszczypliwości, mężczyzna dyplomatycznie podchodził do sprawy.
Martwił się obojętnością, jaką zauważył w pasażerce. Próbował rozpracować jej pokolorowaną maskę, aczkolwiek za dużo użyła flamastrów, do tego tych najciemniejszych.
Głęboka cisza. Słychać było tylko dźwięk mocnego silnika. Zerowy bilans natłoku myśli, przynajmniej tych wypowiedzianych głośno.
Nagle drogę ozdobił patriotyczny lizak, nie, sklep spożywczy dobrze chronił swoje zaopatrzenie. To błękitny mundur eksponował swój atrybut.
Pojazd zatrzymał się. Powitanie trwało jedną czwartą kwadransa. Wyszło na jaw, że pan w gustownym kapeluszu świetnie nadawałby się do wręczania mandatów niejednemu posłowi, gdyż ten dzisiejszy, wśród psiej pogody, podarował z niespotykaną finezją.
Cóż, dwieście złoty za mało powściągliwe kręcenie się czterech opon z czymś w wewnątrz…
Belfrom tez się zdarza..
- Lubi pan słodycze? – zapytała z nutką ironii Marta.
- Nie przywiązuję do nich większej uwagi, a dlaczego? - skwitował pytany osobnik
- Na drogowego lizaczka zareagował pan dość ambitnie. – podsumowała dziewczyna
Znowu kopia „dogłębnej minuty ciszy”.
Pomimo tego, ze samochodowe okno nie było wielkich rozmiarów, Marta spoglądała na uciekające korony drzew, biegnące w obie strony, mieszkanka i domy osiedlowe…
Jednakże, w końcu musiało pojawić się to pytanie:
-Dokąd my właściwie jedziemy?
Odpowiedź uzyskała nietypową. Zbulwersowały się oczy, rozgniewały dłonie, podirytowały się blade policzki, otwarły spuchnięte usta…Kiedy to, przypomniała sobie o procesie oddychania, odparła, dość głośnym tonem:
- U pana? Jak to? Zamieszkać? To miał być żart, tak?
Piłeczka pytań spadła. Dialog po raz kolejny, odszedł w zapomnienie. Szanse na komentarz ze strony dyrektora były nikłe, ale to nie oznacza automatycznie, iż o ogóle nie można było się z nimi spotkać.
- Dobrze, w taki razie zarezerwuję ci lokum pod pobliskim mostem. Warunki komfortowe. Łazienka, sypialnia, kuchnia połączone w jedną całość, bez drzwi wejściowych. Sprzęt AGD tuż przy wannie ogromu sprawdzonej wody. Radio, w którym gra zespół najgroźniejszych psów, siedziba kapeli jest zakwaterowana tuż przy mostku. Nie martw się, przecież pieski nie gryzą, zwłaszcza, gdy są głodne. Tylko nie miej pretensji do mrówek, one lubią towarzystwo.
Przesiąknięta sarkazmem wypowiedź onieśmieliła młodą damę, Nie było ją już stać na równie szczelną ripostę. Zdołała tylko zapytać, czy nie będzie przeszkadzać…
Polemika trwała długo. Jednym z najistotniejszych warunków danej transakcji, był obowiązek szkolny, z którego zapewne Marta musiała się wówczas wywiązać.
Wędrowała. Drogą przepełnioną od reszty wrocławskiego społeczeństwa. Współczucie okazywane za pomocą litościwych spojrzeń, otrzymywała w kilogramach.
Nagle niebo zakryło najistotniejsze walory. Słońce pożegnało swoje dotychczasowe lokum.
Mimo wczesnej godziny, Wrocław mógł pochwalić się wyjątkowo ciemną przestrzenią.
Stało się. Granatowe chmury wypuściły drażniącą kapaninę. Kapuśniaczek ewoluował w wymagający szacunku „Kapuśniak”, z czasem doszła kapusta z elementami świecącej cebuli. Mianowicie, burza z piorunami, przywitała się z przerażającym, miastowym letargiem.
Marta nie zwracała uwagi na wszelkie ostrzeżenia ze strony „operatora”. Omijała coraz większe kałuże, spoglądała czasem na kapiące kędziory, ale bez ekscesów…
Ciekawe dokąd chciała wtedy iść.
Nie doszła.
Samochód. Gwałtowne hamowanie spowodowało przedwczesną kąpiel, już i tak przemoczonej nastolatki.
Osłupiała. Prędzej spodziewałaby się papieża Alfonsa, a niżeli…dyrektora…
Szyba wyglądała na szczelną dopiero wówczas, gdy została troszkę odsunięta od samochodowej rzeczywistości.
- Marta? Wsiadaj, podwiozę cię do domu. – zaproponował łagodnym głosem szpakowaty mężczyzna.
Zero reakcji. Szła przed siebie, bez zdawkowego „dzień dobry”..
- Halo..- wrzasnął jak do słuchawki, kiczowatego telefonu, kierowca.
- Dziękuję, nie skorzystam…- zdołała odpowiedzieć rozżalona istota
Po kilkusekundowej wymianie zdań, Marta siedziała na przednim siedzeniu, luksusowego auta. Minęło troszkę zegarowej melancholii zanim, dziewczyna opowiedziała, dlaczego włóczyła się tu i ówdzie.
Rozmowa przebiegała podobnie, jak w sądzie. . Monolog przerywany pytaniami ze strony poszczególnych stron, z tym, że nastolatka otrzymywała zagadnienia tylko i wyłącznie od pana za obrotowym kółkiem.
- Chce pan słuchać dalej, czy już mogę wysiąść? – usłyszał dystyngowany użytkownik drogi.
- A szkoła…Opuścisz nas? Jak ty sobie to wyobrażasz? Gdzie będziesz mieszkać? – przedstawiony został kolejny szereg pytań.
- Nie myślałam o tym. Chociaż w zasadzie…Mam to wszystko w pewnej części ciała, której nie warto przy panu wymieniać. –zdołała odpowiedzieć indagowana.
Mimo wymuszanych uszczypliwości, mężczyzna dyplomatycznie podchodził do sprawy.
Martwił się obojętnością, jaką zauważył w pasażerce. Próbował rozpracować jej pokolorowaną maskę, aczkolwiek za dużo użyła flamastrów, do tego tych najciemniejszych.
Głęboka cisza. Słychać było tylko dźwięk mocnego silnika. Zerowy bilans natłoku myśli, przynajmniej tych wypowiedzianych głośno.
Nagle drogę ozdobił patriotyczny lizak, nie, sklep spożywczy dobrze chronił swoje zaopatrzenie. To błękitny mundur eksponował swój atrybut.
Pojazd zatrzymał się. Powitanie trwało jedną czwartą kwadransa. Wyszło na jaw, że pan w gustownym kapeluszu świetnie nadawałby się do wręczania mandatów niejednemu posłowi, gdyż ten dzisiejszy, wśród psiej pogody, podarował z niespotykaną finezją.
Cóż, dwieście złoty za mało powściągliwe kręcenie się czterech opon z czymś w wewnątrz…
Belfrom tez się zdarza..
- Lubi pan słodycze? – zapytała z nutką ironii Marta.
- Nie przywiązuję do nich większej uwagi, a dlaczego? - skwitował pytany osobnik
- Na drogowego lizaczka zareagował pan dość ambitnie. – podsumowała dziewczyna
Znowu kopia „dogłębnej minuty ciszy”.
Pomimo tego, ze samochodowe okno nie było wielkich rozmiarów, Marta spoglądała na uciekające korony drzew, biegnące w obie strony, mieszkanka i domy osiedlowe…
Jednakże, w końcu musiało pojawić się to pytanie:
-Dokąd my właściwie jedziemy?
Odpowiedź uzyskała nietypową. Zbulwersowały się oczy, rozgniewały dłonie, podirytowały się blade policzki, otwarły spuchnięte usta…Kiedy to, przypomniała sobie o procesie oddychania, odparła, dość głośnym tonem:
- U pana? Jak to? Zamieszkać? To miał być żart, tak?
Piłeczka pytań spadła. Dialog po raz kolejny, odszedł w zapomnienie. Szanse na komentarz ze strony dyrektora były nikłe, ale to nie oznacza automatycznie, iż o ogóle nie można było się z nimi spotkać.
- Dobrze, w taki razie zarezerwuję ci lokum pod pobliskim mostem. Warunki komfortowe. Łazienka, sypialnia, kuchnia połączone w jedną całość, bez drzwi wejściowych. Sprzęt AGD tuż przy wannie ogromu sprawdzonej wody. Radio, w którym gra zespół najgroźniejszych psów, siedziba kapeli jest zakwaterowana tuż przy mostku. Nie martw się, przecież pieski nie gryzą, zwłaszcza, gdy są głodne. Tylko nie miej pretensji do mrówek, one lubią towarzystwo.
Przesiąknięta sarkazmem wypowiedź onieśmieliła młodą damę, Nie było ją już stać na równie szczelną ripostę. Zdołała tylko zapytać, czy nie będzie przeszkadzać…
Polemika trwała długo. Jednym z najistotniejszych warunków danej transakcji, był obowiązek szkolny, z którego zapewne Marta musiała się wówczas wywiązać.
Tagi:
13.5 część wypocin
30.07.2011 o godz. 22:19
komentuj (0)


