Bezpośrednie wariacje. :)

Kluczem do najważniejszej bramy jest otwarte serce.

Login:
Hasło:
Zarejestruj się!

Nie spodziewałam się, że kiedyś to napiszę, ale...
Jest źle. Okropnie. Duszę się, chcę wybrnąć z tej sytuacji, lecz każdy wariant mija się z celem. Co bym nie zrobiła, zaszkodzę sobie, albo moim najbliższym.
Gdyby nie dziewczyny, chyba nawet w szkole nie tryskałabym energią, jak zazwyczaj...
Chociaż i tak nie byłam dzisiaj sobą. Smutna, zła.
Pragnę żyć, ale niekoniecznie w ten sposób. Mam wszystko: zdrowie, przyjaciół, brata, mamę, dziadków, ciocie, wujków, tylko nie mam mojego drugiego współtwórcy.
Teoretycznie pałęta się w moim życiu, ale nie o to mi chodzi.
Moje argumenty trafiają do niego tylko na pięć sekund, później znów przychodzi "ochota" i się wycofuję, bo z nią nie wygram, a szkoda, bo bardzo bym chciała.

No cóż, teraz czekam na mamę, może razem damy radę.
I jeszcze raz, z całego serca dziękuję dziewczynom<3 za każdy uścisk, za każde dobre słowo, za każdy żart, który rozbawił mnie chociaż na chwilę.
Jesteście najlepsze <3

05.01.2012 o godz. 20:01

Dzisiejszy dzień niesie za sobą mieszane przeżycia. Dobre złączyły się ze złymi.
Dlaczego nie jest dobrze?
Jedno słowo - Matematyka. Pani zmusiła mnie do wpisania sobie kolejnej pały.
Jutro przede mną poprawa poprawy nr 1, a zaraz po świętach poprawa poprawy nr. 2.
Matematyka to królowa nauk? Przepraszam, ja mam inną monarchię. Powyższej nie rozumiem, ale jestem zmuszona ją zaakceptować.
Dość narzekania.
Dobre momenty także dzisiaj mi towarzyszyły.
Wigilia klasowa.
Krótka, ale świetna. Prezenty, to według mnie tylko malutki kawałeczek emocjonalnej układanki.
Tak naprawdę, liczą się życzenia, słowa i uczucia.
Aniu, świetne były te życzenia: "Żeby twój brat wyrósł na takiego człowieka, jak ty." Łezka się w oku zakręciła. :*
Po wigilii mały wypad na miasto. Moje kieszenie są przepełnione tylko papierkami po cukierkach, a w portfelu mam tylko stare bilety...Także szał zakupów to marzenie...Chociaż to nie o tym marzę..:)
Uosobieniem szczęścia jest coś innego. Nie jest to basen, domek z ogródkiem...Mowa tutaj o bliskich, a raczej pewność,że są.
Nieważne, czy mam tu na myśli faceta, rodzinę, czy przyjaciół. Świadomość, iż jest się ważnym i potrzebnym, to jeden z najważniejszych aspektów szczęścia Nie chciałabym mieć złotego kubka, gdybym wiedziała, że nikt się ze mną z niego nie napije.




20.12.2011 o godz. 19:07

Przez dobry miesiąc tu nie zaglądałam.
Cóż...Wydarzyło się wiele szalonych rzeczy.
Wszystkich nie pamiętam, ale żadnych nie żałuję.
W liceum nauczyłam się jednego - rób dobre ściągi, ucz się i pomagaj wszystkim dookoła. Potem się to skumuluję, co da nam znakomity efekt.
1. Kartkówka z angielskiego = zamiana kartek
2. Sprawdzian z biologi = wertowanie podręcznika
3. Chemia = praca grupowa

Za nic w świecie nie wróciłabym do gimnazjum. Mimo, ze teraz jest trudniej(pod względem materiału), to o wiele lżej mi, biorąc pod uwagę aspekt towarzystwa...
Nigdy nie było lepiej.
Swoją drogą, niedługo święta.
Uwielbiam <3
Jutro pierwszy akcent. Wigilia klasowa. Pierwsza w tym składzie. :)
Bardzo się cieszę.
Pomijając fakt, że czeka mnie poprawa poprawy z matematyki, plus wyrok, czy aby na pewno poprawiłam poprzednią poprawę.
Dzisiejszy dzień był cudowny. Począwszy na rannej przygodzie.
Maleńki busik, słuchawki w uszach plus zachmurzone niebo.
Zasnęłam, bo dlaczego nie?
Nagle poczułam gwałtowne szturchanie. Kanar. jedno słowo - mnóstwo skojarzeń. W tym momencie dotarło do mnie, że trzeba jak najszybciej posprzątać plecak.
Wyjęłam wszystkie bilety, jakie miałam w plecaku(czyt. 6-7)
Oczywiście, dzisiejszego tam nie było.
Słyszałam: "Co ty, jaja sobie ze mnie robisz? Dawaj ten bilet. Wyciągnij te diabelne słuchawki."
Słodki był ten okularnik z nadmiarem tłuszczu.
Z opresji uratowała mnie kumpela obok, która mimochodem wsunęła mi swój bilet.
Dziękuję jeszcze raz <3
Mandat świąteczny? - Nie zgadzam się!
Za moment znikam na korepetycje z matematyki.
Błagam, niech wreszcie stanie się cud. Ja chcę to zaliczyć. Inaczej czeka mnie wakacyjny, bezpłatny konkurs matematyczny...



Tagi: 39. Alizee
19.12.2011 o godz. 17:49

Kolejny weekend jutro uznamy za nieważny. W czasie mojej nieobecności zdążyłam dostać pałę z matmy i kilka innych pozytywnych ocenek, ale nie jestem tutaj, po to żeby się chwalić, prawda?
Mam wrażenie, że nikt nie czyta wzajemnie swoich blogów, albo po prostu tylko mój jest taki beznadziejny, jeżeli tak to przepraszam.
Teraz "pracuję" nad nową książką(tak to nazwijmy).
Umieszczę kawałeczek może ktoś się zainteresuje, jeżeli szczęście dopisze mi podwójnie może ktoś to skomentuje, nie śmię już mówić o potrójnym szczęściu, w którym to moje wypociny będą dla kogoś czymś całkiem niezłym. :)
Mogę na Was liczyć? To czwarty rozdział. :)

„Zakład, że to zrobię?”

Tamtej nocy pokonałam samą siebie. Ta świadomość tak bardzo mną owładnęła, że do teraz trzęsą mi się ręce,
Po kolei….
Szesnasta dwadzieścia osiem. Złotawa maszynka ścinała najdłuższy włosek z mojej słoniowej nóżki. Ręcznik w tamtej chwili zamienił się w najpiękniejszą kreację wieczoru.
Paznokcie z każdą sekundą nabierały większego blasku…
W późniejszym czasie doszło do efektowniejszych przygotowań.
Inaczej mówiąc o osiemnastej dwanaście, byłam już smakowitym kąskiem.
Pełne usteczka, podkreślone kości policzkowe…Sukienka idealnie dopasowana.
Tamtego wieczoru nawet kierowca autobusu nie mógł skupić swojej uwagi tylko na drodze.
Coś do mnie mówił, ale udawałam, że rozmawiam przez telefon, moje kłamstwo wyszło na jaw, gdy komórka faktycznie dała o sobie znać.
Oj, doczekałam się w tamtym momencie spojrzenia kierowcy..
On jest po to żeby mnie dowieść na miejsce, a nie po to żeby prowadzić frapujący dialog o sensie życia. Chciał się bawić w Diogenesa, to mógł zapalić świeczkę i ruszyć w miasto, a nie zatruwać makówkę.
Jednak nie ten moment wieczoru uważam za najistotniejszy.
W klubie stawiłam się o dziewiętnastej czterdzieści.
Klimat poczułam automatycznie. Nie czekałam długo, od razu zaczęłam szaleć.
Pierwsze piwo kupiłam po kilkunastu tańcach. Kolejne były już zasadą w mojej osobistej grze.
Kiedy jeszcze mój stan nie stoczył się definitywnie, spotkałam Feliksa i Magdę.
Oczywiście, owe spotkanie postanowiliśmy uczcić dość sowicie.
Gdy poidło z dużą ilością procentów zostały wlane w nasze organizmy, wpadliśmy na pomysł, żeby wykorzystać jakoś pojemniczki z szyjką.
Mówi ci coś, pamiętniczku, gra w butelkę?
No właśnie…
Pytania opierały się na tym, kto komu skrobał „rzepkę”
Wyzwania początkowo nie groziły kompromitacją.
Całus w policzek, kupno osiemdziesiątego piwka z kolei.. Jednakże im więcej było złocistego napoju, tym bardziej żałowałam, że nie zostałam w domu.
Małżowina uszna bardzo w tamtym momencie ucierpiała:
- Widzisz tego kolesia w garniaku? Tej nocy ma być twój, rozumiesz? To jest twoje zadanie.
Madzia jest słodka kiedy mówi coś, co nie ma najmniejszego sensu.
Próbowałam zmienić wpłynąć jakoś na zmianę chorej decyzji, ale bezskutecznie…
Zostałam oskarżona o tchórzostwo,
Wówczas powiedziałam.:
- Zakład, że to zrobię? Patrz, kochana….
Kilka chwil później mogłam złapać kontakt wzrokowy z moim „zadaniem”.
Mężczyzna zapłakał po raz pierwszy jakieś sześćdziesiąt lat temu. W odwecie jego matulka zabrała mu lusterka, obawiając się bazyliszkowych konsekwencji….
Patrzyłam jeszcze długo, aż w końcu usłyszałam zdanie zakończone zmysłowym pytajnikiem:
- Może drinka?
Odpowiedziałam równie ważnym pytaniem.
- Gdzie masz auto?

Pamiętniczku, muszę pisać dalej?

Wykaraskaliśmy się z małpiego tłumu i ruszyliśmy w poszukiwaniu srebrnej „limuzyny”.
Człowiek z brodą Mojżesza był na tyle kulturalny, że otworzył mi tylne drzwi.
Tylko sekundy dzieliły mnie od wykonania niekonwencjonalnego zadania…
Zawsze oglądałam filmy, na których od tego typu wrażeń trzęsą się najdroższe maszyny, wtedy ja sama mogłam poczuć, jak to jest…
Po godzinie facet wypuścił mnie z jaskini „smoka”. Moja spódniczka zginęła śmiercią naturalną, a włosy błagały o jak najbliższy kontakt ze szczotką..
W takim stanie nie mogłam wrócić do znajomych.
Okupiłam, więc pięć miejsc na miejskim dworcu.
Dopiero świt uświadomił mi, że z czymś przesadziłam.
Zawsze piłam dużo, ale nigdy nie spałam poza moją anty rezydencją.
Każdy melanż kończył się padaniem na łóżko, podkreślam, na własne łóżko….

Trafiłam do właściwego miejsca dwie godziny po przebudzeniu.
Oczywiście posługując się podłużnym środkiem transportu.
Przywitał mnie grymas mamuśki i ostre spojrzenie tatusia.
Zero komentarzy, bo po co?
Słyszałam tylko pochlipywanie w łazience. Nie, nie miałam wobec tego żadnych wyrzutów sumienia.
Zastanawiało mnie tylko to, czemu nikt nie reagował krzykiem. Czy, naprawdę zahartowałam ich aż tak dobrze?






Tagi: 38.Black
12.11.2011 o godz. 21:09

No to jutro wracamy do rzeczywistości. Niekoniecznie szarej. Zależy, jak na to spojrzeć. Od stron towarzyskich jest bardzo kolorowo. Biorąc pod uwagę jutrzejszy plan lekcji także nie ma powodów do narzekań, natomiast piątek to dzień, w którym powrócą wszelkie zawahania emocjonalne.
Na sto procent dowiem się o mojej (nie)pozytywnej ocenie..:(
Ale postanowiłam żyć zasadą epikurejczyków, więc jeżeli Bóg zorganizuje naszemu dyrektorowi ważny wyjazd, to znów uciekamy na miasto. :)
Po południu czeka mnie randka z słówkami i intrygujące spotkanie z korepetytorką.
Co, do bólu zęba, to o dziwo przeszło mi już.
Przez weekend napisałam dwa rozdziały. Póki, co nic nie wskazuje na rozwinięcie akcji, przynajmniej takie, jakie sobie wyobrażam.
Lekcje także odrobiłam, nauka również troszkę zaprzyjaźniła się ze mną przez ten weekend.
Dzisiaj podniosłam się z łóżka około 12:30.
A teraz, korzystam z reszty wolnego czasu, ale nie tylko posługując się przy tym okurzoną klawiaturą.

Tagi: 37.Ellie
02.11.2011 o godz. 13:21

Świetnie. Cała noc nie przespana.
Wcale nie dlatego, że wolałam maltretować rogówki za pomocą komputera.
Po prostu moja żuchwa tęskni za dentystą.
Ząb mnie boli. Rwie jak jasna cholera.
Teoretycznie miała mi pomóc maleńka tabletka, w praktyce zwijam się z bólu.
Nie mam na nić siły, do tego jeszcze głowa napierdziela.
Coś czuję, że nie obejrzę nawet wieczorynki, no chyba że znów ta nocka okaże się jedną z najgorszych w ostatnim czasie.
Miałam dzisiaj z rodziną tradycyjnie zapalić znicze, oczywiście nie mogłam. Jutro jeszcze odpoczywam, a w czwartek szkoła(oby bez jakiegokolwiek bólu(niepsychicznego).
Do książek jakoś nie chce mi się zaglądać, ale powinnam teraz zadać pytanie, czy ktokolwiek wpadł na pomysł żeby ogarnąć troszeczkę materiału.

Hmm..dziś już listopad, a jeszcze nie tak dawno obawiałam się września. Nikt mi nie wmówi, że czas wolno płynie.
No może są chwile, które mogłyby przeminąć szybciej(czyt. lekcja technologi informacyjnej, matematyki), ale ogólnie rzecz biorąc nie narzekam.
Zobaczycie, ani się obejrzymy a będziemy ubierać choinkę.
Lecę pomęczyć telewizor. :)


01.11.2011 o godz. 16:33

Teoretycznie weekend skończył się wczoraj, nic bardziej mylnego - u mnie jeszcze trwa.
Aż do samiutkiej środy. :) Z jednej strony się cieszę(należy się cieszyć z wolnych dni, prawda), ale z drugiej strony trochę brakuje mi tych licealnych przerw. ;)

Zmiany czasu w ogóle póki co nie odczułam. Pewnie świadomość o cofniętym czasie, da się we znaki w szkole. Kiedy to, wychodząc z ostatniej lekcji zobaczę szaro-bury dworzec.
Ja mam na to sposoby - nic tak nie koloryzuje jak rozmowa.
No więc poczekam na chociaż jednego człowieka nieistotnej płci i do ataku.!

Moje kochane lekcje już czekają żeby sprawdził je mniej lub bardziej wymagający belfer
Wykułam także wszelakie rodzaje tkanek i elementy tragizmu. :)
W nocy zostaje mi czas na pisanie.
Co prawda, w dzień także troszkę czasu by się znalazło, ale nie ma tej atmosfery.. O późnej porze istnieje większe prawdopodobieństwo, że przeobrażę się skuteczniej w niechcianego kochanka, w szczęśliwą żonę, czy w jakiegokolwiek bohatera, którego losy staram się opisywać.
Plany na dzisiejszy dzień?
Nie, nie Halloween. :) Do mnie to święto jakoś nie przemawia.
:)
A tak na koniec, hmm zakochałam się w tej piosence.:**




31.10.2011 o godz. 10:26

Paluchy już mnie świerzbią żeby te dzisiejsze wykony opisać, ale nie wiem od czego zacząć.
Może tak:
Podstawowy powód mojej radości: Nasza przemiła matematyczka nie sprawdziła zacnych prac klasowych, w wyniku czego mój dzienniczek nie wzbogacił się o kolejną jedyneczkę.
Drugi powód to po prostu chemia. Jedno słowo i wiele skojarzeń.
Nie, nie wsłuchiwaliśmy się w interesujący wykład na temat tlenków niemetali, bo po co? Humaniści na chemii wolą sprawdzać plecami temperaturę podłogi szkolnego korytarza.
Aniu, uwielbiam Cię za ten pomysł.!n :)
Zuziu, jesteś, byłaś i będziesz świetnym fotografem. :)
Jagoda świetnie sprawdziła się w roli pocieszycielki.
Otóż przed matmą miałam kompletnego dola, to się nazywa stres przedmatematyczny. Modliłam się głośno o ułaskawienie, i proszę teściki niesprawdzone, weekend spokojny...
Wiem, że i tak kiedyś mnie czeka to wyrażenie: "(moje imię, Jeden", co ty w ogóle tutaj robisz?) Ale to dopiero za sześć dni :)
Wracając do Jagody, no dziękuję,iż jednak nie uderzyłaś mnie tą książką. Bolałoby. A echo byłoby straszne, gdybyś trafiła w głowę. :) I pamiętaj,: "Dzidzia"
Najważniejszy element: Wonderful life. (czyli, jak tańczyć na siedząco, przy pomocy rąk i tego czegoś, w czym kryję się(a przynajmniej powinie) kryć się mózg.
Oczywiście nie pominę hiciora Sak'a Noela:
Czujecie to: "Oll day"
Wf, tradycyjnie (nie)ćwiczyłam. To znaczy, próbowałam, a to że mi nie wychodziło to inna postać rzeczy.
Kocham przewroty w przód i w tył, dlatego nie dostałam żadnej oceny za wykonanie zadania, bo wybaczcie, ale nie ma oceny zerowej, a pan nie mógł mi podwyższyć jej aż do jeden.
Ale spokojnie, moje oceny nie opierają się wyłącznie na różnicy cyfr pięć i cztery.. :)
Skończę to liceum. Pytanie tylko, czy zdanie, które przed chwilą przeczytałaś/eś jest tezą, przypuszczeniem czy tylko nierealnym marzeniem. Wszystko w mojej maleńkiej makówce.
A zresztą o szczegóły pytajcie moją nauczycielkę matmy.:)

Wiem, że pisze pewnego rodzaju kodem, ale ubranie w słowa tego wszystkiego, co tak naprawdę chciałabym wam przekazać, graniczy z cudem. :) Nie po takim dniu. :)



Tagi: 34.Sak Noel
28.10.2011 o godz. 17:29

Systematyczna to je nie jestem, dlatego pewnie wiele ludzi tutaj o mnie zapomniało. Hmm.. Ostatnio zagościłam tutaj w wakacje. Z obawami przed nowym otoczeniem, itp, itd...
Idąc do liceum nie znałam nikogo, teraz? Teraz jest lepiej niż przypuszczałam. Pomijając problemy pierwiastków które są jeszcze pod pierwiastkiem i trzeba jeszcze na dodatek usunąć wymierność z niewymierności liczby pod pierwiastkiem( w skrócie czytaj. matma. - moja pani, która mnie bardzo nie lubi, nie chce mi za cholerkę wejść do głowy, ona i tak troszkę świeci pustkami, ale w liceum mam szanse to zmienić, chociaż ta szkoła jest dla ludzi rozgarniętych, patrząc na mnie zaczynam w to wątpić.
W "budzie" często powtarzają, że jestem bezpośrednia. Tak, nie każdy zagaduję co drugą osobę na dworcu, nie każdy wtapia się w długotrwałe polemiki z kierowcą. Ale uwielbiam ludzi, uwielbiam rozmawiać.
Ta cecha przeszkadza mi na lekcjach, ale pomaga na przerwach. :)
Nie mam zamiaru zanudzać tym, co się działo przez czas, w którym zniknęłam, po prostu powiem, że dzisiejszy dzień z naszą cudną siódemką był cudny.
A ten hicior włączę sobie jutro po lekcji matematyki w przypadku, gdy nasza pani profesor odda testy.

27.10.2011 o godz. 20:00




Poranne truskaweczki



Poranek mimo psiej pogody, wyjątkowo uroczy. Chciało się odskoczyć z pulchnej pościeli, obejrzeć codzienne widoki.
Tym razem pierworodny uśmiech nie eksponował grzecznością, tylko pożądaniem, spojrzenie odkrywało świadomość wzajemnego wyselekcjonowania. Nawet przywitanie było nieco bardziej serdeczne.
Zarumieniony policzek przywitał usta, ułożone w śliczny dzióbek.
- Dzień dobry, jak spałaś?
- Spokojnie, o wiele bardziej niż zawsze, a ty?
- Śniłaś mi się. Może kiedyś ci opowiem, w jakich okolicznościach….
- Intrygujące podejście, ale rozumiem.
Umizgi przerwał natłok codziennych obowiązków.
Szkoła zawracała głowę przyziemnymi sprawami. Nauczyciele gnębili, książki wprawiały w szkodliwy nastrój, zeszyty odmawiały należnego posłuszeństwa…Bez ekscesów, zwyczajne korytarzowe życie.
Rekompensatą za grzeszne poczynania miejskiej szkoły, miały być zakupy. Nie w towarzystwie wyrafinowanych młodych panien, tylko dojrzałego, intelektualnie rozwiniętego mężczyzny.

- A nie boisz się, że nas zobaczą? – zapytała przestraszona uczennica.
- Chce abyś wiedziała, iż jesteś moją kobietą.
Poszli, skrępowani, ale usatysfakcjonowani.
Sklep ogarniał klimat wiecznego zakupoholizmu. Panie sięgające po mleko w proszku, staruszki, wspinające się na palcach po ulubione jogurty, dziewczynki błagające tatusiów o kolejną lalkę Barbie.
Stoiska przekłuwały uwagę kolorami, cenami i spożytkowaniem. Serdeczna atmosfera trwała dopóty, dopóki oboje nie podeszli do działu z alkoholem.. Janusz spoglądał na rozwścieczone źrenice Marty, ale zabrakło mu odwagi na reakcje,
Wtem ona zabrała do swoich chuderlawych rączek jedną butelkę „Weselnej” i trach! O podłogę.
Nagle spojrzenia, ciche komentarze…
Nauczyciel próbował poskromić dziewczynę trzymając jej nadgarstki, jednakże ona wyżywała na kolejnych, szklanych pojemniczkach. Odór przezroczystego płynu ulatniał się coraz intensywniej,. Jedna butelka, druga, trzecia, czwarta i tak do samej butelki numer 12…. Dopiero wtedy galimatias się zakończył, tylko, dlatego że rozwścieczona nastolatka otrzymała bolesny cios w twarz. Od spokojnego i zrównoważonego dyrektora.
Ironiczne uśmiechy słane przez kupujących zabijały zdezorientowaną dusze Marty.
Wpadła kolanami na środek niewidocznej kałuży i rozpłakała się. Pocieszyciel nic nie wskórał. Dopiero mężczyzna w żółtej koszulce z charakterystycznym logo na prawej kieszonce, uzmysłowił konsekwencję psychicznego wybryku.
Po uregulowaniu nie zbyt niskiej ceny, para odeszła, wciskając się w elektryczne drzwi marketu.
W samochodzie panowała głęboka cisza. Przerwał ją jednak zatwardziały kierowca.
- Przepraszam, że cię uderzyłem, ale nie wiedziałem, jak cię powstrzymać, żadne argumenty nie działały..
- To ja przeprasza, zachowała się jak idiotka. Zabrałeś mnie w miejsce, gdzie zazwyczaj bywają ludzie, a ja zachowałam się jak rozbebeszona małpa…
Debata trwała całą drogę. Nawet w domu temat nie ucichł.
Można było spojrzeć na tę sprawę na dwa sposoby, zresztą niektórzy mniemają, że każda sytuacja ma podwójne zwierciadło.
Otóż pierwszorzędną przyczyną, sklepowego incydentu była sytuacja rodzinna. Wiadomo, dlaczego. Nieład, wrzaski, wieczne poczucie strachu.
Może po prostu sam widok procentowego napoju, wzbudzał niekonwencjonalne odczucia. „Trzeba to niszczyć, bo to próbowało zniszczyć mnie”
Nie zbaczając na okoliczności, roztrzęsione dłonie robiły to, a nie co innego. Butelki przypomniały o siniakach, wyzwiskach, bełkocie…
Natomiast drugim czynnikiem, który spowodował niekomfortową sytuację tamtego dnia, mógł być strach, że takich ludzi jak jej ojciec, było więcej i trzeba chronić ich rodziny,
Bądź, co bądź i tak wszystko sprowadzało do strachu, więc chyba w tej sprawie jest jednak jeden dopływ.
Gdy emocje upadły, a upadły dopiero późnym wieczorem, oboje rozmawiali już o czymś innym. Potrafili zostawić nie wygodny, dla nich temat.
Rozmawiali o tym, jak to wszystko teraz ułożyć. Tak, aby nikt i nic, na tym nie ucierpiało.
Tej nocy doszli do wniosku, iż będą cieszyć się swym szczęściem, w kameralnym gronie.
Co prawda, będą pokazywać się razem, ale rzadko i jeżeli się uda to, w miarę dyskretnie.
Na pewno nie zrezygnują.

Tagi: 32.13
22.08.2011 o godz. 23:51



Konwersacja nie boli




Gdyby nie widok rozbitego szkła, wieczór zakończyłby się podobnie, jak poprzednie.
- Przepraszam, jestem okropna. – wymamrotała nastoletnia niezdara.
Tymczasem, ówczesny opiekun podszedł do niej i przytulił do twarzy niezrównoważoną dłoń dziewczyny. Po raz pierwszy odwaga pozwoliła na głębokie spojrzenia, prosto w kolorowe źrenice. Odczytywali na przemian zrozumiałe sygnały. Nie wiedzieć czemu młodziutka, nieco się speszyła, mimo magicznej chwili.
- Teraz, to ja przepraszam. – wyrecytował nauczyciel
Historyczny moment był bliziutko, ale dalej niż każdy zdołałby przypuszczać.
Tego dnia już nie rozmawiali.
Marta bała się odezwać, jej starszy kompan, miał pewne obawy, co do tego, czego mógłby się od niej dowiedzieć.
Podchody dwudziestego pierwszego wieku. Była to zabawa raczej pozbawiona strzałek, no ewentualnie można wspomnieć o jednej, ale króciutkiej, mało widocznej, lecz takiej, która nie dawała spokoju.
Fotel w salonie raził niestosownym widokiem. Materiał w bordowe kropeczki eksponował zawód wyodrębnionej pustki.
Późny wieczór jednak, okazał się najlepszą porą do wszelkich wyjaśnień.
Tym razem rozmowa nie przebiegała w sypialni Marty, ale w kuchni, maleńkiej i przytulnej.
Dyrektor przyłapał ówczesną podopieczną na wlewaniu zsiadłego mleka do kubka z pękniętym uchem. Usiadł bezszelestnie na drewniany taborecik i patrzył na światło w lodówce, które pozwoliło dostrzec, również cień nastolatki.
- Nie możesz spać? – zagaił mężczyzna.
- Właśnie się wybieram.
- Jeżeli męczy Cię to samo, co mnie, to nie zaśniesz, dopóki nie zamienimy kilku słów.
Przygotowała krzesełko do długotrwałego przesiadywania, po czym spojrzała oczekującym wzrokiem.
- Proszę, niech pan zaczyna. Chętnie posłucham, dlaczego pan nie śpi.
- Bo widzisz, powinnaś się stąd wyprowadzić…
Zero reakcji.
- Ja chyba przekraczam barierę naszych dotychczasowych relacji. Nie widzę już w tobie tylko uczennicy. Zrozumiem, gdy teraz mnie wyśmiejesz…
- Dlaczego miałabym to robić? Na razie nie rozumiem, co ma pan na myśli.
- Twoja dojrzałość mną wstrząsnęła. Uwielbiam nasze rozmowy, lubię patrzeć, Gdy próbujesz rozszyfrować zadania domowe. Nie rozumiesz?
Zakochałem się w tobie. Ja, przestarzały nauczyciel w młodziutkiej uczennicy.
Ponownie brak zareagowania.
- Powiedz coś, możesz na mnie nawrzeszczeć, tylko się odezwij.
- Nie chcę wrzeszczeć, chciałabym szeptać…Pan także wzbudza we mnie podobne emocje, Może to zabrzmi absurdalnie, ale ja również…No wie pan…
- To co teraz zrobimy? Nie możemy…
- A mamy się dusić w świadomości, że obojgu zależy, ale nic z tym nie da rady zrobić?
- Nie chcę tego, aczkolwiek ludzie nas zniszczą, wiesz o tym.
- Ludzie, ludzie…Co mnie oni obchodzą?
- Ja poradziłbym sobie z zawiścią. Ty też?
Nie odpowiedziała, spojrzała tylko głęboko w oczy. Wstała i pognała w stronę swojego pokoju. Zmieszany ekscentrycznym dialogiem mężczyzna, ruszył za nią.
- Poczekaj.. – wrzasnął słodkim szeptem.
- Tak… - odparła Marta.
- Mówiłem prawdę, kocham cię. Jestem gotowy na wszelkie tego konsekwencje, tylko powiedz, czy ty również.
Zamiast zareagować werbalnie, postanowiła dyskretnie zasmakować dorosłych warg, swojego pedagoga. On zaangażował się bez wahania. Oboje przymknęli oczy. Posiwiałe włosy były rozgniatane przez koniuszki palców młodej dziewczyny, mężczyzna napawał się aksamitnym muśnięciem lnianej delikatności. Zdecydowane ręce lądowały pod skrawek nocnej koszuli, i już dostawiały się do wypukłych, kobiecych poduszek, gdy nastolatka przerwała nocną czułość, archiwalnym półgłosem:
- Kocham Pana, ale jeszcze nie teraz…
Ustąpił. Pokiwał twierdząco głową i wybronił dłonie od zbędnych piersiowych spekulacji.
- Mów do mnie po imieniu, przynajmniej, gdy jesteśmy sami…
Odwdzięczyła się serdecznym uśmiechem, po czym jeszcze raz sprawdziła temperaturę męskich ust.
Korytarz został zupełnie osamotniony, Odeszli, uskrzydleni i szczęśliwi, z tym, że każde w stronę własnych drzwi.

Tymczasem dom państwa Złocieńców obserwował tamtejszą monotonię, myśli i czynów.
Kineskop roztrzaskanego telewizora, wdał się w romans z pokojowym dywanem, zakurzony żyrandol, stracił sens istnienia, gazety porozrzucane dookoła ukazywały, ówczesną prawdę o polskim rządzie, nie obyło się także bez butelek, pustych, porzuconych i co najistotniejsze śmierdzących. A na drugim planie oni, bezinteresowni, zmęczeni. Kobieta i mężczyzna. Ona pokrzywdzona przez pana na literę „l”, męska część obrazka sama została nieudolnym kowalem swojego losu. Słychać tylko pobrzękiwanie muchy i mroczną ciszę, mroczną, bo niecodzienną….Spali, oboje na porozdzieranej sofie, kupionej na wyprzedaży sprzed dwudziestu ośmiu l
at.
Tagi: 31. 12 :)
22.08.2011 o godz. 23:50

Czuję się jakoś dziwnie. Nie, dlatego że mamy okropną datę, która pachnie pierwszym, szkolnym dzwonkiem...
Po prostu wróciłam z wakacji...
Byłam u babci.
U kobiety, która mnie wychowywała, mieszkała ze mną, tuliła do snu, żartowała, nauczyła dystansu do siebie... A teraz będę widywać ją bardzo rzadko.
Sytuacja jest skomplikowana, nie chcę po nocy teraz dosadnie wszystkiego opisywać.
Ale czuję, dopiero teraz, że pewien rozdział się zamknął.
Nawet łezka mi jedna poleciała. :) Taka ze mnie, sentymentalna bestia. :)

Tagi: 30.Hurts
22.08.2011 o godz. 23:48

Dusza Rozumu


Krwawa bitwa(oczywiście nie pod względem wizualnym) rozpoczęta. Rozum napadał uczucia. Empiryzm gwałci racjonalne stwierdzenia. Mimo, że doświadczenie opasane było grubą, z pozoru nierozerwalną wstęgą, to nie wystarczyło. W rolę ostrej brzytwy wcieliła się fascynacja, może nawet miłość. Długotrwałe dialogi, wymieniane poglądy, wzajemna pomoc.
A przede wszystkim dojrzałość. Wiadome jest, że nie chodzi tutaj tylko o mężczyznę.
On czuł strach, ale jednocześnie podniecenie, nie spowodowane damską bielizną, tylko intelektem, i nie było to podniecenie typowe dla mężczyzn, tylko dla człowieka. Zachwyt druga osobą, bez względu na płeć, jak się okazuję, wiek także był nieistotny.
Tylko racjonalizm podpowiadał pewnego rodzaju zatrzymanie. „Dość, wyrzuć ją, póki do niczego nie doszło.” Za to czerwony narząd, zwany potocznie sercem, szepce: „A może..”
Stanowisko nie pozwala, ekscytacja nakazuję…
Co czuła dziewczyna?
Nigdy nie spotkała kogoś, kto jednym zdaniem, potrafiłby tyle wytłumaczyć, nie miała okazji obcować, z kimś, kto włoży tyle serca w robienie porannej herbaty.
I ten bas…, jego dźwięk odbierał zmysły. Trochę się wstydziła tych wszystkich, w zasadzie nie przyzwoitych, myśli.
Z racji tego, że nie miała dogłębnego wzoru ojca, szukała go być może w życiowym partnerze, chociaż z drugiej strony…Czy ojciec jednocześnie mógłby zostać kochankiem, mężem…Wątpliwa kwestia, aczkolwiek nie da jej się w stu procentach wykluczyć.
Szkoda, dusza rozumu byłaby o wiele bardziej spokojniejsza.
Oboje nieco przyćmieni i niepewni. Chociaż, jakby na to nie spojrzeć, pragną tego samego. Wszelkie wahania w ich sytuacji są zbudowane na konkretnym fundamencie, ale istnieje pewien niedosyt…Po co bronić się przed czymś cudownym, dlaczego trzeba zawsze słuchać rozsądku.
Nie ma tutaj czasu na korelację uczuć i intelektu, trudno…Albo pokierują nimi komórki mózgu, albo gwałtowne uderzenia miłosnego punktu centralnego.
Ambaras istnieje, dlatego że niewiadomo, która z przygotowanych dróg, wcześniej zaprowadziłaby do celu.
17.08.2011 o godz. 23:33

Jutro czeka mnie cudowny dzień.
Zakupy z przyjaciółką. Harmonogram to: targ, lody, niezdrowa żywność, ciucholand, drogeria i duużo plotkowania.
Podobno, gdy ludzie planują, Pan Bóg się śmieje, no ale mam nadzieję, że ja nie przyprawiłam go o kolejną porcję chichotu.
Tak mało, w te wakacje się wydarzyło, chciałabym przeżyć coś wyjątkowego, innego...
Następne trzy lub cztery dni, spędzę u babci. Wakacje niedługo nam pomachają przez odpływający statek, więc trzeba korzystać, póki można..
Podczas dzisiejszej nocy mam zamiar ogrzewać fotel i gapić się na jakiś ciekawy film.
Coś polecacie? :)
Jeżeli nie, to biorę się za pisanie, czegokolwiek w "Wordpadzie"
:*

17.08.2011 o godz. 23:05

Górska Kopuła

Szczyt jeszcze daleko. Wody brakuje, a szkoda… Nogi pną się pod górę. Palce przybrały kilka mrówczanach kilogramów. Coraz ciężej się oddycha, coraz mniej widzi, coraz więcej myśli o powrocie do domu.
Stop. Kamieni jest zbyt dużo, są pokaźnych rozmiarów, było stromo, a tego nie lubiła najbardziej. Po chwili idzie dalej, dostrzega, że prócz kopuły, ktoś na nią czeka. Postura przypominała…Nie, nikogo.
Dyszy, jęczy, mruczy cos pod nosem. Ale nie poddaje się, nie może. Co szczyt ,by na to powiedział?
Zadarła lewe kolano. Cholerne, górskie głazy. Może i widoki są piękne, ale cena bajkowych krajobrazów, nie sięgała najdroższym szpilkom w mieście. Kręte szlaki z daleka eksponowały niecodzienny artyzm.
Doszła. Teraz pozostało tylko dostać się do kopuły, i co najważniejsze, do tajemniczej postaci.
Był to mężczyzna bez twarzy, z dzieckiem na ręku. Buziuchna niemowlęcia przypominała dojrzałą śliwkę. Dziecinny fiolet uderzał intensywnością.
Marta podeszła bliżej. Wyciągnęła rękę i dotknęła kolorowego czółka. Szybko oddaliła dłoń, czując zmrożone, maleńkie ciało.
Istotka umarła. Być może za długo czekała na.. właśnie, dlaczego to dziecko tam było?
Kiedy przerażona nastolatka chciała zapytać, skąd wziął się tutaj ten bobas, mężczyzna bez fizjonomii, wyrzucił dziecko za siebie, po czym sam rozpryskał się, pozostawiając litry żółtego płynu.
Zdezorientowana Marta chciała wracać, ale nie miała możliwości, jakkolwiek się poruszyć.
Zdrętwiały ręce, odmówiły posłuszeństwa nogi. Pragnęła krzyczeć, ale zaklinowane zostały również bezbarwne wargi.
Usłyszała tylko specyficzne słowa, wypowiedziane przez górskie echo:”moreris vivendo”

Nauczyciel siedział tuz obok łózka dziewczyny. Spoglądał na przymknięte powieki, kontrolował jej oddech, napawał się też kruczoczarna barwą, rozczochranych kędziorów.
Obserwował długo, a przy tym polemizował z mimiką. . Pokazać wesołe dołeczki, czy nie..
Zdecydował, że wzbroni się od przeczącej decyzji,. Tymczasem widok śpiącej nastolatki zamazały delikatne ruchy, przymrużone oczy, aż wreszcie zdanie pytające, które dotyczyło ówczesnej godziny.
- Proszę pana…Co oznacza „Moreris vivendo”? To, po łacińsku?
- Owszem, ale nie pamiętam, dokładnie tego języka. A dlaczego o to pytasz?
- Miałam dziwny sen. Byłam w górach. Wspinałam się na szczyt, a gdy wreszcie tego dokonałam ujrzałam mężczyznę. Ale to nie był zwykły facet. Nie miał twarzy, nie miał skóry, ale był. Rozumie pan? Co więcej, trzymał w ramionach zsiniałe niemowlę, kiedy spytałam, nie pamiętam już o co, wyrzucił dziecko…
- Zaparzę herbatę. – zadeklarował pamiętnik w postaci pedagoga.

Tagi: 27.10 part
15.08.2011 o godz. 22:38

Połowa miesiąca, który jest ostatnią deską ratunku dla uczniów.
Trudno. Chociaż bo ja wiem...
Nauka, nauką, ale znajomości, znajomościami. :)
Będzie dobrze, a jak nie będzie to najgorzej też nie może być.
Wczoraj posiedziałam sobie na wiejskiej potańcówce.
Impreza godna (nie)polecenia dla singli.
Żartuję. Nie wymiotuję, na widok zakochanej pary.
Wręcz przeciwnie, tworzę w głowie kolejną scenę mojego opowiadania. :) Jednocześnie ciesząc się, szczęściem innych.
Nudnawo było, nie mogę powiedzieć, że nie...
Najlepszy moment to podlewanie kukurydzy. Oczywiście użycie konewki było zbędne. :) Wiadomo, o co chodzi..
Cóż, resztę wakacji spędzę zapewne podobnie jak teraz. Chyba, że wybiorę się do babci. :)

Tagi: 26.Blue Cafe
15.08.2011 o godz. 22:36

Dlaczego czasem z pozoru stuprocentowy mężczyzna zachowuje się, tak jak kobieta podczas napięcia miesiączkowego.?
Aluzja do męża córki mojej babci.
Wszystko dzisiaj było nie tak. Zła bluzka, niedobre spodnie, nawet samym istnieniem doprowadzałam ojczulka do zdenerwowania, a gdy odwzajemniłam się równie ciętą ripostą, w zamian usłyszałam "nie pyskuj, po kim ty jesteś taka przemądrzała". Odpowiedziałam, że po mężu mojej rodzicielki.
Wyszedł z mojego pokoju(na szczęście).
Jutro w nagrodę jadę do ukochanej babci. Tak, to sarkazm.
Kobieta, która urodziła mojego współtwórcę, nawet nie wie, ile mam lat. Kiedy mnie widzi wyszukuję nieestetycznych fragmentów mojej osoby.
No cóż..Szkoda, że ludzie kochają się czepiać.
Ja lubię, ale tylko wtedy, kiedy to ktoś pierwszy czepia się mnie.
Nawet jeżeli to babcia.
W sumie to nic dziwnego: jaka matka taki syn..Wiem, szlo to inaczej. Wyjątek potwierdza regułę. :)
Plany na dziś? Na pewno książka, potem kąpiel(może się utopię, kwestia wymagająca dłuższej polemiki), a jeszcze wcześniej jakiś wypad z kumpelami(zobaczymy) :*
Wczorajszy dzień? Kino, zero popcornu, troszkę coli i co najmniej satysfakcjonujące wirus w komputerze. Bałam się, że moje wypociny(marne, bo marne, ale jednak) znikną i cały lipiec nocnych wen, odejdzie w niepamięć. Jednak los pogładził mnie rozczochranej główce i wszystko jest w porządku. Nic nie ucierpiało.

13.08.2011 o godz. 17:14

Kaszel przyjaźni


Rozmowy dotyczyły każdego czynnika, każdej nie załatanej dziury. Wspólne śniadania mobilizowały do działania, obiady reklamowały wartość popołudnia, kolacje zaś podsumowały zmagania z życiową tułaczką. Było tak zawsze, bez względu na humory i kaprysy. Wszystko toczyło się wbrew wyszczególnionym zasadom. Dni mijały znacznie lepiej, a niżeli oboje przypuszczali. Każda sekunda ukazywała nową drobinkę wyjątkowości. Rozmowa o pogodzie przeradzała się w głębszą polemikę.
W szkole dziwnym trafem nikt nie zdołał zauważyć niczego specyficznego. Uczennica-dyrektor. Prosty, stereotypowy układ. Marta widziała w pedagogu, nie tylko wykształconego człowieka z sercem na dłoni, ale też znalazła w nim wsparcie i być może, nawet ojcowskie zrozumienie. Lina wzajemnej troski zawiązała mocniejszy supeł, wówczas gdy nastolatka potrzebowała dozgonnej opieki.
Głowa pulsowała z szybkością najsilniejszego, wrocławskiego wiatru. Oczy wydzielały bezbarwny śluz, niewiadomo z jakich powodów. Kręgosłup poturbowany przez „pana na literę L”, do tego ironiczne mrowienie. Nie należy zapominać też o wyuzdanych dreszczach…
- Źle wyglądasz… - stwierdził domowy internista, pod postacią dyrektora.
- Przepraszam, ale pójdę się położyć. – zrezygnowanym tonem, odparła Marta.
I nagle nos zarekwirował kilkanaście litrów wodnej (nie)przyjemności. Z gracją przywitał się hałas, spowodowany notorycznym kasłaniem.
Lniana piżama przeszkadzała, termometr irytował.. Tylko dojrzała dłoń. wspierająca rozpalone czoło, obdarowała mocą ukojenia. Wiedźmy w postaci małych pastylek rozczuliły swoją goryczą, biel rozchorowanego języka. Na nic nie zdały się pocieszania wody mineralnej, maleńkie kęsy zatwardziałych ciastek oraz synonimy najlepszych polskich seriali…
Konferansjerem został, niewątpliwie uczony wodzirej młodej damy. Dialogi przerywały krótkotrwałe ataki, wyrafinowanego przyjaciela każdej grypy. Mimo wszystko można było usłyszeć słodkie dźwięki piskliwego chichotu. W barwnych nastrojach nastał ich zmrok…
- Różnisz się od swoich koleżanek. – wyszeptał ze śmiałością mężczyzna.
- Nie, to przy panu jestem inna. Z nikim nigdy nie rozmawiałam w ten sposób. – wyznała blada istotka. Chciała jeszcze coś dodać, niestety chorobowy kompan znów o sobie przypomniał.
- Nic nie mów. Ja będę wygłaszał inspirujący monolog. Uwielbiam kiedy ktoś mnie słucha, zwłaszcza, jeżeli to ktoś inteligentny.
I tym stwierdzeniem przyprawił rozmówczynię o dwa ogromne, krwistoczerwone płaty, które w mgnieniu oka przykleiły się do chuderlawych policzków.
Dłoń nieprawnego opiekuna, sprawdzała obecność koniuszków palców młodej damy. Po chwili jednak zdezorientowany osobnik sięgnął bramy swojego zgrabnego ucha.
- Przepraszam, nie powinienem. – wyszeptał speszony dyrektor.
- Nie, nie, spokojnie.. – zareagowała Marta.

Harmonia to jednak tylko pobożne życzenie niektórych ludzi…
Tylko czekała, Nie łudziła się, że nie musi oczekiwać.
Tymczasem samotność irytowała ją coraz bardziej. Kiedy wróci? Na nogach, czy istnieje też inna, ta gorsza możliwość. Łzy goszczą nie tylko w oczach gospodyni, ale również na w okolicach ust, brody..
Nagle wejściowe drzwi walczyły z ludzkim pudłem sflaczałych doświadczeń.
Ukazał się. Czerwony, (dosłownie, nie w przenośni_ Rzeka buraczanego płynu powitała z uśmiechem, zatroskaną twarz kobiety.
- Znowu? – zapytała z wyrzutem.
Gwałtownym, aczkolwiek chwiejnym krokiem alkoholik zbliżył się, ku niej. I to nie dlatego, żeby zadać jej bolesny, może nawet śmiertelny cios. Tym razem zdejmował z siebie wszelkie ubrania. Zaczął pozbywać się dolnej części garderoby. Ręce zgniotły poobdzierane dżinsy, w późniejszym czasie, despota przyłożył swoją zalaną bieliznę, do nozdrzy kobiety. W odwecie szybko odwróciła głowę w prawą stronę, nie trwało to jednak długo.
- No, a teraz weź go… - wrzasnął żonaty kawaler.
- Nie! – spanikowała. Za późno. Usta przytłoczonej gospodyni pogrążone zostały w śmierdzącym transie. Czuła, że pośrodku warg dzieję się coś złego. Gorycz, odór. Nikczemnik tylko jęczał i popchnął głowę ślubnej nieco bliżej siebie. Amok próbował przerwać dźwięk telefonu. Przeciwnie. Aparat otrzymał nokaut ze strony lewej ręki marginesu społecznego.
Po wszystkim. Uśmiech i rozpacz. Nie trzeba długo zgadywać, co gościło na której z twarz.
Zamek błyskawiczny pamiętliwego rozporka, wcale nie zadziałał tak, jak to obiecywała nazwa. No ale cóż.
Wróćmy do codzienności.
Piwo, sen, gazeta.
Szmata, podłoga, podkrążone oczy.


12.08.2011 o godz. 15:16

Jutro, a właściwie już dzisiaj wyjazd do kina.
Wreszcie wystąpi pewien przełom w czasie nudnawych wakacji,
Już sierpień, a ja nadal czekam na pewne szaleństwo.
Jedynym wyodrębnionym wydarzeniem było spotkanie z moją, nową klasą. Taka odskocznia, nie mogę powiedzieć, że mało pozytywna. Było super. Dwudziestego dziewiątego planowana powtórka. Cóż. O tej porze to taki malutki osobniczek jak ja, albo coś ogląda, albo czyta, albo pisze. Dzisiejszą noc zdominowała pierwsza opcja.
Odpalam nocne kino, bezsenne godziny w towarzystwie słonych paluszków - czas zacząć.


12.08.2011 o godz. 00:36

Debiut Dłuższej Konwersacji




- Kto nie chce kiedy może, ten nie będzie mógł, gdy będzie chciał. Miejmy nadzieję, ze twój ojciec zdoła zauważyć swój paradoks w odpowiedniej porze. – wyrecytował jednym tchem dyrektor.
- Obawiam się, że te czasy minęły.. – zrezygnowanym tonem odrzekła Marta
- Nie możesz być tego w stu procentach pewna. – zasugerował mężczyzna.
- Owszem mogę, pan go nie zna. On szuka okazji, by zabić, ewentualnie upokorzyć. Nienawidzę facetów. – odważyła się na tego typu wyznanie dziewczyna.. Spojrzenie spode łba w wykonaniu gospodarza niemalże stłamsiło Martę.
- No. .nie wszystkich rzecz jasna… - próbowała sprytnie wybrnąć, nastolatka.
Dalsza konwersacja miała na celu uzmysłowić panience, że istnieje mnóstwo problemów, ale każdy, nawet ten najbardziej absurdalny, można rozwiązać. O ile w porę się go zauważy. W mniemaniu dyrektora na metamorfozę Bóg daje wiele czasu, aczkolwiek niestety limit, z czasem się ogranicza. Dotyczy to zwłaszcza alkoholików, ale oczywiście nie tylko ich.
Mnóstwo razy podczas tego wieczoru wzniesiono w górę przepełniony imbryczek. Wypowiadanych słów było niewątpliwie bardzo dużo. Kiedy to, rozmowa skręciła w nieco inne zakamarki, Marta włączyła się w dialog z większą ochotą. Wcześniej to dyrektor prowadził monolog, na który uczennica czasem coś odburknęła z maleńką irytacją.
Otóż tematyka rozmowy w odległym czasie przypominała, rodzaj luźnej, przyjacielskiej pogawędki Ulubione filmy, najpiękniejsze książki, melodyjne piosenki…
- Nie, nie pałam dogłębnym uczuciem do radiowych gwiazd. Z pozoru nie słucham żadnych wybitnych stacji. Satysfakcjonują mnie dwie białe słuchawki, owalny przedmiocik niewielkich rozmiarów i tyle.. – stwierdziła licealistka.
- A jakie utwory zadowalają cię równie dobrze? – zapytał rozmówca.
- Zdziwi się pan. Gustuję w ekscentrycznym rodzaju muzyki, jak a swój wiek. Zawsze zachwycał mnie Grechuta, ale Turnau także należy do moich ulubionych artystów.
- To niemożliwe. Mam mnóstwo płyt tych wybitnych kompozytorów. – zachwycił się dyrektor.
- Jeżeli powiedziałby pan teraz, że na pańskich półkach goszczą powieści dla nastolatek, to naprawdę troszkę bym się zdziwiła.
- Cóż, zawiodę cię tym razem. Gustuję w poezji, powieści są napisane wprost, przynajmniej większość. Wiersze dają nam możliwość rozpatrzenia poszczególnych problemów, na różne sposoby. – odpowiedział pedagog.
Ścienny zegar proponował zakończyć dzisiejszą porcję trwania na jawie. Oczy rozmówców dorównywały wielkością ziarenkom pieprzu, natomiast tematów na całą noc nie brakowało.
Tak, czy owak przychylili się do pewnego rodzaju aluzji ze strony tykających wskazówek i zagościli w swoich pokojach, z nadzieją, że ranek nie będzie przypominał obozowej męczarni.
Nie mogła spać. Poduszka tęskniła za widokiem przymkniętych powiek, natomiast dziewczyna nie spełniła oczekiwań nocnej przyjaciółki. Marta obserwowała drewniany stolik, chyba powstrzymywała go od bezsensownej ucieczki. Kiedy była pewna, że piękny mebel zostanie przy niej, wzrok skierowała nieco wyżej. Otóż swoje obawy skierowała ku sufitowi, który niewątpliwie miał możliwość gwałtownie pocałować pobladłą twarz nastolatki. W późniejszym czasie szukała złotego księżyca, niestety, romansował z wianuszkiem licznych chmur. Gwiazdy również pozostały tej nocy niezauważalne. Trudno.
Marta zasnęła wkrótce, zapominając o wszelkich niebezpieczeństwach.. Przecież nawet nie miałaby okazji się z nimi spotkać, oczywiście teoretycznie.

10.08.2011 o godz. 04:09
Nadzieja0943
Bezpośrednie wariacje. :)
Skąd: Miejska wioska w Metropolii :)
O mnie: Dwa słowa: Poukładany nieogar
statystyki